Sobota, 04.04.2026
Polska
...
kalkulator
Główna » Artykuły » Moje artykuły

Jak odkrywać Pana Boga?

Jak odkrywać Pana Boga?

I na początek od razu jedna ważna uwaga: odkrywanie Pana Boga nie jest – żeby w ten sposób nigdy nie myśleć – zabawą w chowanego. To nie jest tak, że Pan Bóg specjalnie się ukrył, a człowiek jest taki wścibski i chce Go odkryć, zdemaskować i powiedzieć Mu: mam Cię! Jest wprost odwrotnie: inicjatywa (zawsze!) wychodzi od Boga. To Pan Bóg chce objawić człowiekowi siebie. I czyni to w zrozumiały dla człowieka sposób, tak by był on zdolny przyjąć Jego objawienie. Żeby to, co Pan Bóg mu daje jako znak od siebie, nie przerastało jego możliwości i by nie odczytał tego w błędny sposób.


Dzisiaj powiemy sobie o siedmiu znakach, które Pan Bóg daje każdemu człowiekowi. Podkreślam: każdemu człowiekowi, a nie tylko wybranym. Te znaki mają sprowokować człowieka do pomyślenia o Bogu. Mają sprawić, by człowiek swoją myśl, serce i pragnienie skierował ku Niemu i stopniowo zaczął chcieć odkrywać Boga. Kiedy ktoś daje mi znak, nie czyni tego bez powodu. W tym znaku zawiera ważne dla mnie przesłanie, które już samo w sobie jest skierowanym do mnie zaproszeniem.

Pierwszym ważnym elementem w odkrywaniu Pana Boga jest intuicja, którą każdy z nas posiada. Intuicja ma zastosowanie nie tylko w świecie wiary i w odkrywaniu rzeczy nadprzyrodzonych i Boga. W świecie nauki oprócz badań, doświadczeń i eksperymentów, które przeprowadza naukowiec, liczy się jego intuicja badawcza. Dzięki niej może stwierdzić nie tylko w jaki sposób wykorzystać otrzymane wyniki, ale również w jakim kierunku poprowadzić dalsze poszukiwania badawcze.

W odkrywaniu Boga sama intuicja jednak nie wystarczy. Chociaż zawsze jest to pierwszy znak, takie jakby światełko, które Pan Bóg zapala dla nas po to, by ono nas do Niego poprowadziło.

Skoro sama intuicja to za mało, trzeba zatem zapytać: co jeszcze Pan Bóg daje człowiekowi jako znak od siebie? Tym kolejnym znakiem – i to bardzo widocznym – jest stworzony przez Boga świat. Przecież temu wszystkiemu, co istnieje ktoś musiał dać początek. Człowiek jest w stanie dojść do stwierdzenia, że taki Ktoś, kto jest pierwszą przyczyną wszystkiego, istnieje. Może to uczynić, mając do dyspozycji tylko naturalne siły swojego rozumu.

Przyjrzyjmy się – dla przykładu – kilku prawom przyrody, z którymi mamy do czynienia w codzienności. Zaczyna się robić coraz chłodniej. Idzie zima, będą mrozy. Woda będzie zamarzać. Czy kiedykolwiek zwróciliśmy uwagę na jej „zachowanie” podczas zamarzania? Nie „kurczy się” jak metale w momencie obniżania temperatury. Woda w temperaturze od zera do minus czterech stopni zwiększa swoją objętość. Zatem jest lżejsza od nie zamarzniętej wody. Jako lód utrzymuje się więc na powierzchni rzeki, jeziora, a czasem nawet części morza. W ten sposób staje się warstwą ochronną dla wszystkiego, co żyje pod spodem. Gdyby woda zachowywała się tak jak wszystko inne, to zmniejszając swoją objętość byłaby cięższa od wody nie zamarzniętej, szłaby na dno i miażdżyłaby całe życie, które tam się znajduje.

Skoro już mówimy o wodzie. Wiemy, że kiedy woda nie płynie, to z czasem staje się mętna i zarasta. Widzieliśmy pewnie takie zarośnięte stawy. Podobna rzecz mogłaby się stać i z morzami, gdyby nie to, że nasza planeta Ziemia, ma takiego swojego „poruszyciela”, który wody naszych mórz i oceanów stale porusza. Naturalny satelita Ziemi, Księżyc przyciąga masy wodne, powodując ich ruch, który przy brzegu obserwujemy jako przypływy i odpływy. Oczywiście nie jest to jedyna przyczyna ruchu w morzach i oceanach.

Kolejny przykład – powietrze. Zawiera potrzebny nam do oddychania tlen. Ale nie tylko. Czysty tlen mógłby nas „spalić”. (Być może pamiętamy takie doświadczenie z fizyki: w szczelnie zamkniętej próbówce z tlenem, umieszczona na palącej się zapałce metalowa sprężynka, spala się razem z nią.) Z kolei gdyby w powietrzu było więcej azotu – którego i tak jest więcej niż tlenu, bo około 78% – to byśmy się podusili.

Takich przykładów można by przytoczyć jeszcze bardzo wiele. Niech te wystarczą. Ważne jest, byśmy umieli w przyrodzie, w prawach fizyki, chemii, astronomii etc. dostrzec te bardzo precyzyjnie dobrane proporcje. A widząc je – jako ludzie rozumni i myślący – postawili sobie pytanie: czy możliwe, aby to wszystko było tylko dziełem przypadku? Bo nawet jeśli założymy, że jest to jakiś losowy wynik, to jego prawdopodobieństwo wynosi jeden do nieskończoności, co daje ... zero, więc jest niemożliwe. A zatem Ktoś, za tym musi stać. I to jest ten kolejny znak, który Pan Bóg dał człowiekowi, by ten mógł się zorientować, że w tym świecie nie jest sam, bo jest Ktoś, kto dla niego ten świat stworzył.

Intuicja... świat stworzony przez Boga... i co dalej?

Powiedzieliśmy, że to Pan Bóg chce się objawić człowiekowi – i to każdemu, bez wyjątku. A uczynił to w bardzo ciekawy sposób. Nie zwrócił się bezpośrednio do każdego człowieka z osobna ze specjalnym objawieniem, lecz wybrał do tego celu jeden naród. A nawet kiedy zwracał się do niego, to czynił to wybierając konkretnych ludzi. Tym Narodem Wybranym, któremu Pan Bóg się objawił, jest naród Izraelski. Z nim też zawarł przymierze. Tenże naród wyprowadził z niewoli do ziemi, którą mu obiecał na własność.

Patrząc na historię Narodu Wybranego można z łatwością stwierdzić, że nie jest to zwykła historia, jak historia każdego innego narodu. Widać w niej oddziaływanie Kogoś, z Kim naród izraelski związał swoje życie. Kogoś większego niż człowiek, niż nawet cały naród. Czytając Stary Testament i śledząc sposób opisywania dziejów Narodu Wybranego, bez trudu można zauważyć, jak autor natchniony wielokrotnie wskazuje na Pana Boga jako na pierwszą przyczynę pewnych zdarzeń (np. Bóg walczy za Izraela, Bóg pokonał wrogów Izraela, Bóg uczynił upartym serce faraona).

Historia narodu wybranego to kolejny znak, który Pan Bóg daje każdemu człowiekowi. Ale w tym przypadku potrzeba czegoś więcej niż tylko intuicji i rozumnego popatrzenia na świat. Tutaj potrzebna jest już wiara. Bez niej historia Narodu Wybranego może dla kogoś być tylko zwykłą historią, a sposób jej opisania wydawać się bardzo tendencyjnym.

Pan Bóg posyłał do swojego narodu nie tylko licznych proroków, którzy mówili o Nim. W określonym momencie historii posłał do niego swojego Syna. Syn Boży, Jezus Chrystus, jest najważniejszym i najdoskonalszym objawieniem się Boga człowiekowi. Do przyjęcia tego objawienia bezwzględnie potrzebna jest wiara. Ona jest wyższym stopniem w odczytywaniu znaków Pana Boga niż te wcześniejsze. Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, przynosi pełnię objawienia o Bogu.

Chrystus po spełnieniu swojej misji wraca do Boga, swojego Ojca. Jednocześnie zostawia znaki, które po Jego odejściu będą nadal prowadziły ludzi ku Bogu. Te znaki także wymagają wiary. Są to znaki sakramentalne – widzialne, ale mówiące o rzeczywistości niewidzialnej, niedostępnej dla ludzkich zmysłów. Jest ich siedem. Bóg nie tylko mówi o sobie, ale przez nie chce uczestniczyć w każdym momencie życia człowieka: chrzest – to duchowe narodziny; Eucharystia – pokarm duchowy na ziemską wędrówkę do Boga; bierzmowanie – siła do objawiania Boga w swoim życiu; lekarstwo uzdrawiające duszę i ciało – to sakrament pokuty i namaszczenia chorych. W związku małżeńskim mężczyzny i kobiety Bóg pragnie uobecniać swoją miłość. No i wreszcie kapłaństwo dla godnego szafowania sakramentalnymi znakami.

Sakramenty są znakiem żywej obecności Boga wśród ludzi. W nich Bóg nie jest daleki – jakby machający do nas spoza chmur – lecz autentycznie obecny. W misterium sakramentalnych znaków człowiek poprzez wiarę może dotknąć Boga.

Omówione do tej pory znaki można podzielić na dwie części. W jednej są te, do których odczytania wystarczy rozum. W drugiej te, które potrzebują wyższego stopnia zaangażowania, czyli wiary.

Do tej drugiej części trzeba jeszcze dołączyć dwa znaki, które są adresowane do każdego z nas indywidualnie.

Znakiem od Boga może być dla mnie konkretny człowiek, którego Pan Bóg postawił na drodze mojego życia. Osoba jeszcze nie wierząca może powiedzieć: „którego spotkałem przypadkiem”. W świecie wiary nie ma przypadków. Wszystko, co nas spotyka w życiu, w jakiś sposób zawsze pochodzi od Boga. Każdy napotkany człowiek, którego Pan Bóg – celowo już tak mówię – stawia na mojej drodze, jest znakiem od Niego dla mnie. W tym konkretnym człowieku Pan Bóg przychodzi do mnie; mówi mi, że jest; że ja dla Niego jestem kimś ważnym; że chce być mi bliskim, uczestniczyć w moim życiu.

To spotkanie z człowiekiem dotyczy także świętych, o których mówiliśmy ostatnio. Człowiek święty pokazuje mi, jak poprzez wiarę i miłość dojść nie tylko do spotkania, ale do prawdziwego zjednoczenia z Panem Bogiem na zawsze.

Do Bożych znaków adresowanych indywidualnie do mnie należą również wydarzenia z naszego życia. Głównie takie, których nie zaplanowaliśmy, które nie do końca zależały od naszej woli. Nazywamy je często „zbiegami okoliczności”. W świecie wiary nie ma czegoś takiego! Jest natomiast Boża Opatrzność, która wszystko przewiduje i nad wszystkim z miłością czuwa.

Gdzie tkwi klucz do odczytania tych znaków? W dostrzeganiu prawdziwego sensu przeżywanych wydarzeń i spotkań z drugim człowiekiem. Tych znaczeń, które Pan Bóg im nadał. Oczywiście, nie każdy potrafi od razu – nawet już będąc człowiekiem wierzącym – odczytać, że pewne wydarzenia służą jego dobru i są wyrazem opatrznościowej miłości Pana Boga. Nieraz potrzeba długiego czasu, by dostrzec, że Bóg rzeczywiście był obecny w konkretnym spotkaniu czy w czyimś odejściu, czy też w tym, co się zawaliło. I że była w tym Jego miłość. Z czasem człowiek coraz mocniej odkrywa, że warto zaufać Temu, kto tak wiele znaków postawił na jego drodze. Znaków nie tylko dostępnych dla każdego, ale specjalnie do niego adresowanych.

Próbujmy w dochodzeniu do wiary (mam na myśli tych, którzy się przygotowują do sakramentów) oraz na drodze wiary, ciągle na nowo odkrywać sens zdarzeń ze swojego życia. Czasem jest to bardzo trudne. Grzech, niestety, mocno okaleczył naszą zdolność „widzenia” Boga. I gdyby nam Pan Bóg nie pomagał dostrzegać swojej obecności i działania w świecie, sami z siebie nie bylibyśmy w stanie tego zrobić.

Niech to na dzisiaj wystarczy. Za tydzień spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie: Co to znaczy, że Bóg nas odkupił?


Ks. Piotr Zioło
Kategoria: Moje artykuły | Dodał: vg (07.05.2013)
Wyświetleń: 462 | Rating: 0.0/0
Liczba wszystkich komentarzy: 0
Imię *:
Email *:
Kod *:
Copyright MyCorp © 2026
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz