|
|
A b o r c j a
|
| 04.25.2013, 2:27 AM |
A b o r c j a    
| 1 | Aborcja w przypadku gwałtu i kazirodztwa? W środowisku psychologów i terapeutów praktykujących w Stanach Zjednoczonych, kwiecień zawsze jest miesiącem poświęconym pamięci o ofiarach napaści na tle seksualnym - Sexual Assault Awareness Month (SAAM). Przewodnim tematem SAAM w 2010 roku było zagadnienie aborcji w odniesieniu do kobiet-ofiar gwałtów i kazirodztwa. Wiele osób - w tym również te, których zadaniem jest pomoc kobietom i dziewczętom z doświadczeniem przemocy seksualnej i molestowania - uważa, że aborcja jest najlepszym rozwiązaniem w przypadku, gdy napadnięta kobieta zajdzie w ciążę. "Jak można odmówić aborcji dwunastoletniej dziewczynie, która jest ofiarą kazirodztwa?” – takie pytanie często pojawia się w emocjonalnych dyskusjach na temat "prawa do aborcji". Jednak coraz więcej badań ujawnia, że większość kobiet, które poczęły dziecko w tak dramatycznych okolicznościach jak zgwałcenie czy kazirodcze molestowanie, nie chce aborcji. Co więcej, ofiary napaści przyznają, że aborcja tylko pogłębiła ich traumę. Ludzie, reprezentujący w debacie na temat „aborcji terapeutycznej” różne podejścia, zazwyczaj akceptują założenie, że większość kobiet, które zaszły w ciążę wskutek napaści na tle seksualnym, rozważa decyzję o aborcji. Przyjmuje się, że przerwanie takiej „traumatycznej ciąży” pomoże kobietom uporać się ze wspomnieniami o napadzie, przyspieszy odzyskanie równowagi emocjonalnej i pozwoli uniknąć dodatkowego urazu, jakim jest urodzenie dziecka gwałciciela. Jednakże w rzeczywistości dobro matki i dziecka nigdy nie są ze sobą sprzeczne. Nawet wtedy, gdy mamy do czynienia z przypadkiem gwałtu lub kazirodztwa. Jak potwierdzają historie życia wielu kobiet, zarówno matkę jak i dziecko ratuje ochrona życia, a nie kolejny akt brutalnej przemocy, jakim jest uśmiercenie poczętego dziecka. Niestety, wypowiedzi kobiet i dziewcząt, które zaszły w ciążę po zgwałceniu, są rutynowo usuwane z debaty publicznej - nikt nie chce słuchać głosu ofiar o ich faktycznych przeżyciach i potrzebach. Wiele osób, w tym także ofiary napaści seksualnych, które nie zaszły w ciążę po ataku, formułuje swoje opinie w oparciu o własne lęki i uprzedzenia, a nie w oparciu o doświadczenie życia osób, które były w tej dramatycznej sytuacji, jaką jest poczęcie i urodzenie dziecka gwałciciela. W publikacjach odnoszących się do tematu SAAM z 2010 roku pojawiły się szczególnie warte podkreślenia wypowiedzi dwóch kobiet. Rebecca Wasser-Kiessling, która poczęła się z gwałtu, z dumą wspomina swoją matkę - jest jej wdzięczna za odwagę i wielkoduszność, na którą ta zdobyła się pomimo przeżytej tragedii. Zapytana o ojca, Rececca swierdziła: "Ten seryjny gwałciciel nie jest moim stwórcą; moim stwórcą jest Bóg". Również Julie Makimaa widzi głęboki sens swojego życia: "Nie ma znaczenia w jaki sposób zaczęło się moje życie, jak się poczęłam. Znaczenie ma tylko to, jakim będę człowiekiem."
| | 2 | Zakaz aborcji ocala matki najnowszy raport opracowany przez Światowe Forum Ekonomiczne (World Economic Forum, WEF) ujawnia, że kraje, w których obowiązuje prawo ograniczające dopuszczalność aborcji, są liderami w redukowaniu wskaźnika zgonów położniczych. Natomiast kraje z prawem liberalnym pozostają daleko w tyle. Według autorów raportu, chroniąca życie Irlandia zajmuje pierwsze miejsce w światowym rankingu krajów odnośnie do opieki nad kobietą ciężarną, rodzącą i położnicą. Jak wiemy, zwolennicy aborcji usiłują przeforsować międzynarodowe „prawo do aborcji” argumentując, że zakaz przerywania ciąży zmusza kobiety do niebezpiecznej, nielegalnej aborcji, a to z kolei prowadzi do wzrostu liczby zgonów wskutek proaborcyjnych powikłań. W październiku br. amerykański Instytut Guttmachera, związany ze środowiskiem pro-aborcyjnym, opublikował przegląd obowiązującego na świecie prawa regulującego dopuszczalność aborcji i wezwał rządy do „poszerzenia dostępu do legalnej aborcji oraz zagwarantowania bezpiecznych, legalnych usług aborcyjnych dla wszystkich kobiet w potrzebie”. Sharon Camp, prezes Instytutu Guttmachera, powtarza do znudzenia, że: "W większości krajów rozwijających się prawo regulujące warunki dopuszczalności aborcji jest bardzo restrykcyjne. Niebezpieczna aborcja jest powszechna i skutkuje rozstrojem zdrowia, a nawet śmiercią kobiety.” Tymczasem analiza porównawcza przedstawiona w opracowaniu WEF pokazuje, że legalna aborcja wcale nie prowadzi do zmniejszenia wskaźnika zgonów położniczych. Irlandia i Polska, dwa kraje będące - z racji prawa chroniącego życie - ulubionym celem pro-aborcyjnego lobby, mają znacznie lepsze wskaźniki niż np. Stany Zjednoczone. Irlandia przewodzi na liście rankingowej – statystyki pokazują, że dochodzi tylko do jednego zgonu położniczego na 100 tys. urodzeń żywych. W Polsce odnotowuje się średniorocznie od 6 do 8 zgonów na 100 tys. urodzeń żywych. Natomiast w USA, gdzie w zasadzie nie ma restrykcji ograniczających przerywanie ciąży, wskaźnik zgonów położniczych kształtuje się na poziomie 11 przypadków na 100 tys. urodzeń żywych. We wszystkich rejonach świata obserwujemy podobną prawidłowość. Na przykład Afryka. Kraj o najniższym wskaźniku zgonów położniczych to Mauritius, którego prawo w znacznym stopniu chroni nienarodzone dzieci. Na przeciwległym krańcu jest Etiopia, która przed kilkoma laty, pod wpływem silnej presji krajów bogatego Zachodu i specjalistycznych agend ONZ, zalegalizowała aborcję. Wskaźnik zgonów położniczych odnotowanych w Etiopii jest 48 razy wyższy niż wskaźnik Mauritiusa. Podobne zestawienia można przygotować w odniesieniu do wszystkich kontynentów i regionów świata. Prawidłowość jest taka sama – im bardziej liberalne prawo pro-aborcyjne, tym więcej zgonów położniczych kobiet. Obrońcy życia podkreślają, że raport WEF pokazuje kierunek ochrony życia kobiet – nie swobodny dostęp do aborcji, ale właściwa opieka medyczna nad kobietą ciężarną, rodzącą i w połogu oraz szybki dostęp do szpitala w razie komplikacji okołoporodowych | | 3 | Okłamywanie kobiet w ośrodkach aborcyjnych Nagrania dokonane w ośrodku aborcyjnym prowadzonym przez Planned Parenthood ujawniły, że podczas obowiązkowych konsultacji personel placówki okłamuje kobiety w ciąży. Nieprawda dotyczy rozwoju dziecka poczętego. Jedno z nagrań pokazuje nawet sceny nakłaniania do aborcji – lekarz-aborcjonista zachęca młodą kobietę do przerwania ciąży, ponieważ „kobiety umierają rodząc dzieci”. Dwie członkinie grupy Live Action udawały pacjentki. Nagrany dialog:
pytanie kobiety: „Czy u 10-tygodniowego nienarodzonego dziecka bije już serce?”; odpowiedź doradcy: „O pracy serca możemy mówić dopiero wtedy, gdy dziecko jest aktywne w macicy, co przypada dopiero na 17. lub 18. tydzień.” Tymczasem embriolodzy od dawna podkreślają, że serce dziecka zaczyna pracować już pod koniec 3. tygodnia od poczęcia, kiedy to większość kobiet nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest w ciąży. Informacje tę zawierają wszystkie podręczniki biologii, w których omawiany jest rozwój człowieka. Inne uwagi doradców: „To, co teraz znajduje się w pani macicy, to tylko płód. To nie jest dziecko.”, „Na tym etapie rozwoju, to nie jest jeszcze dziecko, czy coś w tym rodzaju.”, „Aborcja jest bardziej bezpieczna niż urodzenie dziecka.”
| | 4 | Żywe dziecko uznane jako "odpad medyczny" (05.2010)

Lekarze szpitala w Foshan (Chiny) uznali za nieżywe dziecko urodzone podczas aborcji przeprowadzonej w wysoko zaawansowanej ciąży. Od tej chwili ciało dziecka było traktowane jako „zakaźne odpady medyczne” i zostało przekazane krematorium, gdzie miało być poddane „utylizacji”. Zanim wrzucono je do pieca, zaczęło płakać.
Pracownik krematorium usłyszał dziwne odgłosy dochodzące z pudła oznakowanego jako "odpady medyczne". Właśnie miał je wrzucić do pieca. Otworzył karton i zobaczył poruszające się dziecko. Malutki chłopczyk popłakiwał, chociaż do ust miało włożony kawałek waty.
Mężczyzna natychmiast usunął watę i dziecko zaczęło spokojnie oddychać. Pracownicy krematorium natychmiast odesłali dziecko do szpitala. Lekarze jednak w ogóle nim się nie zajęli. Dla nich był to tylko „produkt aborcji”. Położyli dziecko w przypadkowym miejscu. Noworodek słabł i po kilku godzinach zmarł.
Tym razem lekarz dokładniej sprawdził, czy dziecko na pewno nie żyje. Zwłoki ponownie odesłano do krematorium. Odebrali je ci sami pracownicy, którzy wcześniej znaleźli dziecko jeszcze żywe. Wezwali policję.
Rzecznik szpitala powiedział na konferencji prasowej, że lekarze przez godzinę sprawdzali, czy dziecko żyje, czy nie. Odmówił odpowiedzi na pytanie, czy w jakiś sposób próbowano ratować życie odesłanego z krematorium noworodka. Co więcej, władze szpitala bezwzględnie nakazały pracownikom krematorium milczenie „w sprawie tego incydentu”. Niestety, w Chinach coraz częściej dochodzi do makabrycznych znalezisk. Ostatnio w marcu, wędkarz łowiący ryby w rzecze Guangfu natknął się na ciała 21 dzieci-ofiar aborcji. Niektóre owinięte były w tetrowe pieluchy, inne znajdowały się w plastikowych workach z napisem „odpadki medyczne” - wszystkie utknęły pod przęsłem mostu.
| | 5 | Dziecko przeżyło aborcję, lecz pozostawione na śmierć (05.2010) Kolejny aborcyjny dramat. Dziecko skazane przez lekarzy na śmierć - pozostawione bez pomocy na szpitalnej podłodze - znaleziono następnego dnia żywe. Niestety, nie udało się go już uratować.
Chłopczyk urodzony w 22. tygodniu ciąży zmarł na oddziale intensywnej opieki medycznej szpitala w Rossano (południowe Włochy). Dziecko było ofiarą późnoterminowej aborcji. Jego matka zdecydowała się na przerwanie ciązy po badaniach prenatalnych, których wyniki lekarz zinterpretował jako wskazujące na występowanie wady wrodzonej. Dziecko przeżyło aborcję i urodziło się żywe. Lekarze i personel medyczny pozostawili je, aby umarło.
Następnego dnia kapelan szpitala zatrzymał się na krótką modlitwę za zmarłych przy malutkim ciałku zawiniętym w operacyjną chustę. Ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że noworodek owinięty szpitalną chustą i własną pępowiną porusza się i oddycha. Wezwani lekarze błyskawicznie zorganizowali przewiezienie dziecka na oddział intensywnej terapii. Ratunek przyszedł jednak zbyt późno, dziecko zmarło.
| | 6 | Lekarze powinni uświadamiać (08.2009) Sąd federalny amerykańskiego stanu Południowa Dakota postanowił, że lekarze powinni uprzedzać kobiety, iż aborcja jest „uśmierceniem kompletnej, jednostkowej, unikalnej, żyjącej istoty ludzkiej”. Dr Charmaine Yoest, przewodniczący organizacji Americans United for Life (AUL), powiedział dziennikarzom: "To jest wyrok na rzecz kobiety i jej prawa do pełnej i dokładnej informacji medycznej, szczególnie tej kobiety, która rozważa możliwość dokonania aborcji. Sąd rozpoznał, że niedoinformowanie prowadzi do podjęcia decyzji, która ma katastrofalne skutki”. Przedstawiciele Planned Parenthood – największej w USA organizacji działającej na rzecz upowszechniania aborcji, antykoncepcji, sterylizacji i permisywnej edukacji seksualnej – w swoich publicznych wypowiedziach oprotestowują decyzję sądu. Planned Parenthood nie chce, aby pacjentki miały dostęp do pełnej informacji, ponieważ wszystkim znana jest prawidłowość: im więcej kobiety wiedzą o aborcji, tym częściej wybierają życie.
| | 7 | Więcej aborcji = Więcej zgonów kobiet (08.2009) Największa międzynarodowa organizacja upowszechniająca aborcję, antykoncepcję, sterylizację i permisywną edukację seksualną, International Planned Parenthood Federation (IPPF), przyznała ostatnio, że według najnowszych danych, w Republice Południowej Afryki doszło do alarmującego wzrostu liczby zgonów ciężarnych kobiet.
Współczynnik zgonów kobiet w ciąży zwiększył się w RPA w latach 2005-2007 aż o 20%. Kraj ten ma od 1996 r. najbardziej liberalne w całej Afryce prawo o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.
Statystyki ujawniają, że największy odsetek zgonów ciężarnych matek za przyczynę ma HIV/AIDS. Wśród pozostałych przyczyn wyróżniają się „komplikacje po dokonaniu przerwania ciąży”. W RPA aborcja jest legalna i powszechnie dostępna na terenie całego kraju - zgodnie z ideą IPPF powinna więc być absolutnie bezpieczna. Tymczasem rzeczywistość pokazuje, że nie ma bezpiecznej aborcji, ani legalnej, ani nielegalnej.
Różne agendy ONZ oraz pozarządowe organizacje proaborcyjne, w tym IPPF, wywierają w ostatnich latach silną presję na kraje rozwijające się, aby zalegalizowały aborcję, co ma rzekomo pomóc w zredukowaniu liczby zgonów położniczych. Jednak dane statystyki medycznej bezwzględnie ukazują, że po zalegalizowaniu aborcji, liczba zgonów ciężarnych kobiet szybko rośnie.
Oto kilka przykładów ilustrujących problem:
Według danych przedstawionych w raporcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 2009 r., najniższy współczynnik zgonów położniczych w Afryce odnotowuje się w Mauritiusie. Ustawodawstwo tego kraju chroni życie poczętego dziecka. Natomiast Etiopia, która kilka lat temu zalegalizowała aborcję, ma współczynnik zgonów matek aż 48 razy większy niż Mauritius.
W Ameryce Południowej najniższy wspólczynnik zgonów położniczych zarejestrowano w Chile, gdzie konstytucja chroni życie nienarodzonych. Natomiast najwyższy współczynnik dotyczy Gujany – jest on 30 razy większy niż w Chile. Prawo obowiązujące w Gujanie dopuszcza aborcję od 1995 r., praktycznie na życzenie. Jak na ironię, zwolennicy przerywania ciąży w Gujanie zapewniali, że dostęp do legalnej aborcji wyeliminuje zgony i powikłania spowodowane przez pokątne przerywania ciąży.
Najniższy współczynnik zgonów położniczych na świecie odnotowano w Irlandii. Kraj ten jest na forum ogólnoeuropejskim i międzynarodowym niemal bojkotowany za „najbardziej drastyczne ustawodawstwo antyaborcyjne”.
| | 8 | Rośnie liczba aborcji farmakologicznych (08.2009) Najnowsze badania sondażowe przeprowadzone przez Planned Parenthood (amerykańska agenda IPPF, międzynarodowej organizacji upowszechniającej aborcję, antykoncepcję, sterylizację i permisywną edukację seksualną) ujawniły, że w USA co czwarta aborcja dokonywana jest metodą farmakologiczną, w tym - co trzecia przeprowadzona przed końcem 7 tygodnia życia płodowego dziecka.
Ciążę przerywa się podając kobiecie poronny mifepriston - antyprogestagen, który powoduje odklejanie się zaimplantowanego zarodka od wyściółki jamy macicy. Dziecko umiera. Po niecałych dwóch dobach podaje się prostoglandynę, której zadaniem jest wywołanie skurczów macicy, a w ich konsekwencji wydalenie obumarłego zarodka z organizmu matki.
Taka aborcja jest „psychologicznie łatwiejsza”, nie ma bowiem interwencji chirurgicznej, ale stosowane preparaty są niebezpieczne dla zdrowia i życia kobiety. Według danych statystyki medycznej od 1998 r. w wyniku powikłań po aborcji farmakologicznej zmarło na świecie 29 kobiet, a ponad 1200 doznało poważnego uszczerbku na zdrowiu.
W 2007 r. w Stanach Zjednoczonych odnotowano wzrost sprzedaży preparatów stosowanych w aborcji farmakologicznej o 16,5 proc. – wykupiło je 184 tys. kobiet.
Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie „New England Journal of Medicine”. Analizowano przypadki przerywania ciąży dokonane w latach 2005-2008 w centrach medycznych organizacji Planned Parenthood.
| | 9 | 13 milionów aborcji rocznie w Chinach (2009) Zmniejszenie liczby aborcji w Chinach będzie bardzo trudne - uważa Wu Shangchun, kierująca centrum badawczym w Krajowej Komisji ds. Ludności i Planowania Rodziny. Odniosła się ona do wyników badań opublikowanych na łamach gazety „China Daily”. W Chinach oficjalnie zabija się 13 milionów dzieci nienarodzonych rocznie (tyle przeprowadza się aborcji chirurgicznych), a średnia cena zabiegu przerywania ciąży to ok. 600 juanów, czyli równowartość 88 dolarów. Przede wszystkim u niezamężnych dwudziestolatek, które stanowią 62 proc. wszystkich poddających się aborcji kobiet.
W Chinach opublikowano krajowy raport o aborcji. Jednak rzeczywista liczba aborcji jest znacznie wyższa - w wielu prowincjonalnych szpitalach nie rejestruje się wszystkich wykonanych zabiegów (oficjalne dane pochodzą z zarejestrowanych szpitali i klinik, tymczasem wiele aborcji przeprowadza się „na czarno”). Ponadto w Chinach sprzedaje się 10 milionów pigułek wczesnoporonnych rocznie.
Ważnym czynnikiem wpływającym na wysoką liczbę aborcji jest obowiązujące w niektórych regionach kraju prawo, które mówi, że rodzinie wolno mieć tylko jedno dziecko. Specjalne instytucje ds. regulacji ilości ludności zalecają więc obywatelom stosowanie środków antykoncepcyjnych. Usuwanie ciąży na tak szeroką skalę wiąże się także z kryzysem rodziny i niechęcią młodych ludzi do zawierania małżeństwa. Rządowe statystyki pokazują, że 62 proc. kobiet, które dokonują aborcji, ma od 20 do 29 lat.
Kobiety skłaniają do aborcji trudności z otrzymaniem karty rejestracyjnej dla dzieci samotnych matek. Bez takiej karty dziecko jest „nielegalne”, nie sposób zapewnić mu dostęp do służby zdrowia, do szkół. Polityka posiadania maksymalnie jednego dziecka wprowadzona została przez chińskie władze w latach 70. Szacuje się, że od tego czasu w wyniku stosowania różnych form kontroli urodzeń - od antykoncepcji przez sterylizację po aborcję - nie dopuszczono do ok. 400 milionów dodatkowych urodzeń. Uśmiercane jest co drugie poczęte dziecko. W Chinach przychodzi na świat 20 milionów dzieci rocznie.
| | 10 | "Uśmiercił niewłaściwe dziecko" - aborcja selektywna (04.2010) Rada Medyczna Florydy odebrała prawo wykonywania zawodu ginekologowi, który „uśmiercił niewłaściwe dziecko” w czasie procedury tzw. aborcji selektywnej.
Aborcja selektywna jest sposobem częściowego przerwania ciąży mnogiej - lekarz uśmierca jedno lub więcej dzieci z ciąży wielopłodowej. Wybrany do aborcji płód umiera po wstrzyknięciu trucizny do jego organizmu lub do wód płodowych. Liczba aborcji selektywnych wzrasta, ponieważ położnicy odnotowują coraz większą liczbę ciąż wielopłodowych.
Ciąże mnogie występują dość często z powodu stymulacji hormonalnej jajeczkowania lub wskutek przeniesienia do ciała matki kilku zarodków poczętych in vitro.
Lekarz z Florydy próbował zabić jedno z bliźniąt, gdyż u dziecka wykryto zespół Downa i podejrzewano wadę serca. Nigdy wcześniej nie wykonywał tego typu aborcji. Po tygodniu okazało się, że uśmiercił to drugie, zdrowe dziecko. Aborcję powtórzono. Lekarz tłumaczył Radzie Medycznej, że wszystkiemu winny jest ultrasonograf - musiał być jakiś problem z urządzeniem, skoro śmiertelny zastrzyk „nie trafił w płód, do którego celował”. Te próby usprawiedliwienia Rada uznała za całkowicie nieprzekonujące. | | Tabletka poronna RU-486 legalna we Włoszech (07.2009) Włoska Agencja ds. Leków (Agenzia Italiana del Farmaco, AIFA) 30 lipca br. zezwoliła na wprowadzenie na krajowy rynek pigułki aborcyjnej RU-486, kończąc tym samym dwuletnią procedurę. Przeciwko decyzji ostro wystąpili przedstawiciele Kościoła katolickiego oraz włoskiego rządu.
AIFA rozpatrzyła pozytywnie, stosunkiem głosów 4 do 1, wniosek o wprowadzenie poronnej RU-486 na włoski rynek leków. Wniosek złożyła w listopadzie 2007 roku francuska firma farmaceutyczna Exelgyn Laboratories, producent pigułki. We Francji pigułka aborcyjna jest legalna od ponad 20 lat.
Włoska agencja zdecydowała, że RU-486 będzie stosowana wyłącznie w szpitalach i "tylko do 49 dnia ciąży, czyli przed siódmym tygodniem". Decyzja agencji wzbudziła ostrą krytykę ze strony Stolicy Apostolskiej oraz niektórych członków rządu Silvio Berlusconiego.
Emerytowany przewodniczący Papieskiej Akademii Pro Vita, biskup Elio Sgreccia powiedział, że pigułka "nie jest lekarstwem, ale śmiertelną trucizną". Przypomniał, że za stosowanie środków poronnych grozi ekskomunika "lekarzowi, kobiecie i wszystkim, którzy popychają ją do użycia pigułki".
Prezes Papieskiej Akademii Życia abp Rino Fisichella sprecyzował, że RU-486 jest obiektywnym złem, gdyż powoduje śmierć embrionu, przerywając ludzkie życie. Mamy więc do czynienia z techniką aborcyjną (tzw. aborcja farmakologiczna), która pociąga za sobą takie same konsekwencje kanoniczne jak aborcja chirurgiczna.
Podsekretarz stanu we włoskim MSW Alfredo Mantovano uważa, że "decyzję podjęto tak, jakby chodziło o lekarstwo na gorączkę, a nie o środek pozbawiający kogoś życia". Z kolei chadecki deputowany Luca Volonte powiedział, że zatriumfowała kultura śmierci.
Aborcja jest we Włoszech legalna od 1978 roku. W ubiegłym roku zarejestrowano wykonanie 121 406 aborcji chirurgicznych. Lekarze i personel medyczny mają jednak prawo do odmówienia przerwania ciąży. Z klauzuli sumienia korzysta według oficjalnych danych ok. 70 proc. włoskich ginekologów.
Zalegalizowana jest także antykoncepcja postkoitalna, tzw. pigułka „dzień po”, która oddziałuje na błonę śluzową macicy i nie dopuszcza do zagnieżdżenia zarodka, który obumiera.
Rząd Republiki Włoskiej podał oficjalnie do publicznej wiadomości, że od 1998 r. po zażyciu RU-486 zmarło na świecie 29 kobiet.
- - - -
informacja z 10 grudnia 2009 r.
We Włoszech zalegalizowano pigułkę aborcyjną RU486. W „Gazzetta Ufficiale” (dziennik ustaw) opublikowano zgodę urzędu rejestracji leków na wprowadzenie do obrotu farmaceutycznego poronnej pigułki, co oznacza jej ostateczną legalizację. Jedyne ograniczenie, jakie udało się wprowadzić przeciwnikom aborcji farmakologicznej, polega na tym, że pigułka RU486 stosowana może być jedynie w szpitalach. Nie będzie dostępna w wolnej sprzedaży, nawet na receptę.
Nie uwzględniono natomiast postulatu ministerstwa zdrowia, aby stosowanie RU486 pociągało za sobą obowiązkową hospitalizację do czasu śmierci płodu i jego pełnego wydalenia. Sztuczne poronienie będzie się dokonywało w domu – w szpitalu kobieta tylko przyjmie preparat i wróci tam po pewnym czasie na badanie kontrolne. [Źródło: „La Repubblica” – 09.12.2009 r.; Radio Watykan via eKAI – 10.12.2009 r.] | | 12 | Polska ODPARŁA ofensywę aborcyjną (07.2009) Na początku lipca 2009 r. obradowała w Genewie (Szwajcaria) Rada Gospodarcza i Społeczna Narodów Zjednoczonych (ECOSOC). W obradach uczestniczyła delegacja z Polski. Szczyt był najważniejszym w tym roku spotkaniem agend ONZ zajmujących się zdrowiem publicznym. Dzięki wetu Polski w końcowej deklaracji nie zdefiniowano aborcji jako „prawa człowieka i usługi medycznej”. O umieszczenie w dokumencie wpisu o „dostępie do zdrowia reprodukcyjnego łącznie z dostępem do metod planowania rodziny” gorąco zabiegali Amerykanie. Polskę wspierała Malta i Irlandia.
Poproszona przez KAI o komentarz Ewa Kowalewska, prezes Forum Kobiet Polskich i dyrektor Human Life International – Polska wyjaśniła, że pod pojęciem „zdrowia reprodukcyjnego” rozumie się w nowomowie instytucji międzynarodowych prawo kobiety do aborcji na życzenie. Podkreśliła, że takie stanowisko stoi w sprzeczności z powszechną deklaracją praw człowieka, w której mówi się o godności ludzkiej i prawie człowieka do życia.
Gdyby forsowana przez delegację amerykańską „ofensywa” powiodła się, ONZ stworzyłby podstawę prawną do powszechnego uznania aborcji za zwykły zabieg medyczny - jak wyrwanie mlecznego zęba.
Według europosła Konrada Szymańskiego, takie działania ONZ to bardzo niebezpieczna próba redefinicji prawa międzynarodowego: „To wtykanie aborcji do systemu prawnego bocznymi drzwiami, bo oficjalnie ONZ nigdy nie zgodzi się na jej legalizację”.
Na kolejną próbę zdefiniowania zabijania nienarodzonych jako „prawa człowieka i usługi medycznej” ostro zareagowała Malta. Victor Camilleri, ambasador tego kraju przy ONZ, powiedział: „Malta konsekwentnie odłącza się od - i uważa za nieważne - wszelkie stwierdzenia i decyzje, które używają odniesień do zdrowia seksualnego i praw reprodukcyjnych, bezpośrednio lub pośrednio, w celu zobowiązania do przyjęcia aborcji jako prawa, usługi czy towaru”.
Natomiast zwolennicy legalizacji aborcji pokrętnie tłumaczyli, że jest to realizacja tzw. Milenijnych Celów Rozwoju, do których należy ograniczenie zbyt wysokiej na świecie umieralności okołoporodowej kobiet. Kłamliwie wmawia się, że owa umieralność najczęściej związana jest ze źle przeprowadzonymi, bo nielegalnymi, aborcjami. Wprowadzenie legalizacji aborcji we wszystkich krajach członkowskich ONZ ma zmniejszyć umieralność kobiet w wieku rozrodczym.
Jednak ani Malta, która najostrzej skrytykowała propozycję, ani Irlandia, nie są obecnie członkami ECOSOC, którego skład jest zmienny. Krajom tym przysługiwał więc podczas szczytu jedynie głos doradczy. I szczególnie Malta wykorzystała go podczas prac nad projektem ostatecznego dokumentu. Ale tylko Polska mogła zablokować uznanie aborcji za prawo człowieka, ponieważ do przegłosowania propozycji potrzebna była zgoda wszystkich obecnych członków Rady.
„Aborcja nie powinna być rozumiana jako metoda planowania rodziny” - powiedział w swoim wystąpieniu podczas szczytu podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Adam Fronczak. „Polska chciałaby także podkreślić, że w naszym rozumieniu żadne nawiązanie do zdrowia i praw reprodukcyjnych nie stanowi wsparcia dla promocji aborcji na życzenie” - stwierdził.
W efekcie, ECOSOC nie podjął groźnej dla nienarodzonych dzieci decyzji. Ostateczna deklaracja nie zawiera odniesienia do "zdrowia reprodukcyjnego" i zezwala państwom na ustalanie prawa dotyczącego aborcji we własnym zakresie.
Choć nowe rozumienie aborcji zaproponowała amerykańska delegacja, to Szwecja, Finlandia, Norwegia, Holandia, Estonia i Francja gorąco orędowały za przyjęciem takiej interpretacji. | |
| | |
|
|
Kategoria: Moje pliki | Dodał: vg
|
| Wyświetleń: 193 | Pobrań: 0
| Rating: 0.0/0 |
| Liczba wszystkich komentarzy: 0 | |
|
|
|
|
|
|
|