Dzieci z dysleksją potrzebują na naukę więcej czasu, niż ich rówieśnicy. Muszą wkładać duży wysiłek w to, co robią, żeby dorównać swoim kolegom i koleżankom w szkole. Często jest tak, że praca domowa, nad którą nasza pociecha spędziła pracowicie cały wieczór wygląda, jak zrobiona w pięć minut na kolanie. Dlaczego tak jest, że syn sąsiadki, który chodzi z naszym Patrykiem do klasy, spędza całe godziny na podwórku mając całkiem niezłe wyniki w nauce, kiedy nasze dziecko ślęczy nad książkami bez większych efektów? No tak, ale Patryk – dyslektyk, z ciągłymi bólem głowy, niewyspany i marudzący, kandydatem na prymusa nie jest. Zresztą o wielkich sukcesach w nauce nikt nie marzy. Sam Patryk myśli tylko o tym, żeby przebrnąć przez kolejną klasówkę, dostać mierną na półrocze i zdać do następnej klasy. Dziecko dyslektyczne potrzebuje specyficznego traktowania, odpowiedniego systemu oceniania, konkretnego planu dnia oraz dobrego kontaktu z rodzicem i terapeutą. Najbardziej jednak potrzebuje cierpliwości i zrozumienia zarówno w domu, jak i w szkole. Praca z dyslektykiem do najłatwiejszych nie należy. Jeśli już pogodziliśmy się z tym, że nasze dziecko jest właścicielem owej przypadłości, to nie powinniśmy załamywać rąk, dysleksja to nie koniec świata. Dyslektykiem był chociażby Leonardo da Vinci, który nie dość, że pisał jak kura pazurem, to na dokładkę pismem lustrzanym. Nie przeszkodziło mu to jednak w przeprowadzeniu ważnych doświadczeń i dokonaniu kilku odkryć, które dla ludzkości miały kluczowe znaczenie. Tomasz Alva Edison, również dyslektyk, miał na swoim koncie prawie 5000 wynalazków i udoskonaleń cudzych dokonań, a przecież jego kariera szkolna skończyła się bardzo szybko, bo w wieku 10 lat. Wszystko, co osiągnął zawdzięczał rodzicom i samodzielnej nauce. Wprawdzie nie każdy dyslektyk może być Edisonem, nie wszystkim pisana jest kariera wynalazcy, ale ciekawość świata młodego człowieka można wykorzystać właśnie w samokształceniu. Dociekliwość dyslektyków, uważana za chęć odwrócenia uwagi od właściwego toru nauki, jest niczym innym jak szukaniem nowych rozwiązań i zaspokojeniem ciekawości. Warto dostarczać dzieciom ciągle nowych bodźców i ciekawych doznań, żeby mogły znaleźć to, co może być im przydatne w przyszłym życiu. Nie zmuszajmy dyslektyka na siłę, aby osiągał sukcesy w tym, co sprawia mu trudność, pielęgnujmy to, w czym może się wykazać. Przykład: jeżeli Patryk nie jest orłem z matematyki, ale chętnie sięga po ołówek i rysuje, to warto wykorzystać ten fakt i zapewnić mu odpowiedni start w świat sztuki, a matematykę potraktować jako tło, choćby do martwej natury. Kiedy już pogodzimy się z faktem, że nasze dziecko jest dyslektyczne, spróbujmy chociaż trochę wcielić się w jego rolę. Jeśli sami nie jesteśmy dyslektykami, to ciężko nam będzie zrozumieć niektóre jego zachowania. Uwaga jednego z ojców, u którego syna stwierdzono dysleksję była dosyć ostra: „Pani, kiedyś to nie było dysleksji i dzieci jakoś się wszystkiego nauczyły, wystarczy dobrze postraszyć i po łapach nastrzelać linijką”. Wbrew obiegowej opinii dysleksja była zawsze, tylko pedagodzy nie umieli zdiagnozować jej objawów, a „nastrzelanie linijką po łapach” nie przyniesie żadnego efektu. Dyslektykom często przyklejano łatkę: „zdolny, ale leniwy”, co można tłumaczyć jako „głupi nie jest, ale sukcesów nie osiąga, a ja nie wiem dlaczego”. Podstawą pracy z dyslektykiem jest zrozumienie, oparte na zasadzie: „powiedz mi z czym masz problem, a ja postaram ci się pomóc”. Dziecko musi mieć świadomość tego, że może na nas liczyć, że w razie kłopotów nie natrafi na mur niezrozumienia, o który łatwo rozbić całą terapię. Pracę z dzieckiem dyslektycznym powinniśmy zacząć od stworzenia planu dnia. Pewnie, że nie da się ściśle, co do minuty przestrzegać regulaminu, to nie wojsko, ale ramy czasowe powinniśmy nakreślić, tym bardziej, że zaleca się wygospodarować godziny nie tylko na naukę, ale także na odpoczynek i rozrywkę. To przecież nie jest wina dziecka, że jest dyslektykiem, więc nie można go „karać”, zamieniając godziny przeznaczone na zabawę w czas nauki. Konieczna jest przerwa między zajęciami szkolnymi a nauką w domu, żeby uniknąć przemęczenia, zniechęcenia oraz zawrotów i bólu głowy, co jest częstym zjawiskiem u dyslektyków. Uporczywe wpatrywanie się w jeden punkt czy siedzenie z głową opuszczoną nad książką może też powodować zaburzenia wzroku. Czas przeznaczony na przerwę nie powinien być wykorzystany na oglądanie telewizji lub siedzenie przy komputerze. Dziecko powinno spędzić go czynnie, najlepiej na powietrzu. Odciążenie umysłu i dotlenienie go to podstawa, dlatego jako zajęcia pozalekcyjne zaleca się te dziedziny sportu, które zapewnią dotlenienie organizmu. W co powinniśmy się zaopatrzyć zaczynając pracę z dzieckiem dyslektycznym? Przede wszystkim w cierpliwość i czas. Powtarzanie tych samych informacji, zwracanie uwagi wciąż na te same błędy może wyprowadzić z równowagi nawet anioła, a co dopiero mówić o rodzicu, który zmęczony codziennymi obowiązkami zawodowymi i domowymi siada do pracy z własnym dzieckiem. Poświęcenie dziecku odpowiedniej ilości czasu nie wiąże się z tym, że mamy ciągle siedzieć obok niego albo wykonywać za nie część prac domowych. Potrzebny jest margines dyskretnej obserwacji połączony z nauką samodzielności. Nie narzucajmy się z pomocą, ale dziecko musi wiedzieć, że w każdej chwili może na nas liczyć. Praca z dyslektykiem powinna przebiegać dwutorowo: pierwsza część, to przygotowanie do lekcji bieżących, a druga, to praca nad sobą, czyli nasza mała wojna z dysleksją. Wojujemy nie tylko za pomocą ćwiczeń, które zalecił terapeuta lub pedagog, możemy do tego użyć również gier i zabaw wspomagających walkę z dysleksją oraz odpowiednich programów komputerowych. Polecamy nasze programy (link). Zmęczenie i zniechęcenie spowodowane brakiem sukcesów mają bardzo negatywny wpływ na samopoczucie dyslektyka. Musimy ciągle go dopingować do pracy, cały czas znajdować choćby najdrobniejsze szczegóły, które mogą stać się motywacją do dalszego działania. To, co dla ucznia bez dysleksji jest osiągalne bez trudu – dla dziecka dysfunkcyjnego może być górą nie do przebycia. Odnajdźmy dowolny punkt zaczepienia, coś, w czym dyslektyk może się wykazać, element, który będzie dla nas wyznacznikiem, że pomimo problemów z czytaniem i pisaniem, to może specjalizować się w innych dziedzinach. Wszelkiego rodzaju opinie typu: „czytaj, to będziesz pisał bez błędów” lub „jak będziesz dużo pisał, to kształtne pismo przyjdzie samo”, są pustymi słowami. Tylko odpowiednia terapia, dobrana indywidualnie przez specjalistę, może pomóc dyslektykowi. Uzbrójmy się w cierpliwość, wygospodarujmy trochę czasu i spróbujmy razem z dzieckiem stawić czoła smokowi o nazwie dysleksja.
Katarzyna Lewańska-Tukaj Pedagog, specjalista w zakresie trudności w nauce
|